RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2017

36. Nigdy się nie dowiesz, jak bardzo cię nienawidzę

10 sty

PADAM NA TWARZY I PRZEPRASZAM WAS NA KOLANACH! WYBACZCIE!
*~*~*

>>TYDZIEŃ PO WYBUDZENI SIĘ ROBINA ZE ŚPIĄCZKI (3 MIESIĄCE PO ŚMIECI STARFIRE)<<

Azarathka unosiła się nad posłaniem, szepcząc pod nosem tylko sobie znane zaklęcia. W tej chwili nic nie mogło wytrącić jej z tego stanu. Była tylko ona, ciemna przestrzeń, w której zamknęła swój umysł oraz… Coś stuknęło za drzwiami. Zignorowała to i kontynuowała medytację. Dźwięk powtórzył się. Otworzyła jedno oko, patrząc z zrezygnowaniem na drzwi i w końcu dała za wygraną. Wychyliła głowę na korytarz i ujrzała… nic do odchodziłoby od normy. Niemal westchnęła na głos zawiedziona. Po ostatnim ciągu nieoczekiwanych zdarzeń, Raven nieco brakowało dreszczyku emocji i podniecenia, jakie się wiązało z rosnącą adrenaliną.
Przewrócona miotła i Bestia, który właśnie rozmasowywał tyłek po upadku. Szybko zauważył dziewczynę.
– Ah, Raven! – wydawał się szczerze zaskoczony obecnością czarownicy w innym miejscu niż jej własny pokój. Następnie wydał z siebie potok chaotycznych słów. – Cześć, znaczy się… ten tego, jednak tylko cześć.
– Co ty robisz? – zapytała, udając brak zainteresowania, choć tak naprawdę chciała jedynie zabić czas.
– Szłem właśnie do Robcia.
– Nie „szłem”, tylko szedłem, poza tym – dlaczego?
– No bo tego… – podrapał się z zakłopotaniem po tyle głowy, tarmosząc swoje zielone włosy. Wstał na równe nogi, bo nadal siedział przy tej głupiej miotle, i oświadczył dobitnie – chcę go wyciągnąć z pokoju,
– I z czego się cieszysz? – zgasiła go Raven. Nie wątpiła w to, że lider przesiaduje w swojej samotni jak jakiś asceta, nie oponowała również za postanowieniem zielonej małpy. Jednak uważała, że Robin właśnie teraz, gdy wybudził się ze śpiączki i przeżywał wieść o śmierci Star, potrzebował pracy, która zajmie go całkowicie. Nie dręczyły go przynajmniej wyrzuty sumienia, bo inaczej czułaby negatywną aurę, wylewającą się z jego umysłu.
Oboje odwrócili się, gdy usłyszeli jak otwierają się drzwi. Z łazienki, umieszczonej naprzeciwko pokoju Robina, wyszedł Cudowny Chłopiec we własnej osobie, z mokrymi włosami opadającymi na czoło. Ręcznik miał przerzucony przez kark i kropelki wody wsiąkały w materiał.
Ręka Bestii uniosła się do góry i zasłonił nią oczy Azarathki. Robin miał na sobie tylko bokserki.
Półnagi pomocnik Sami-Wiecie-Kogo przybrał zażenowany wyraz twarzy, widząc jak dwójka jego przyjaciół zasłania sobie nawzajem oczy. Pognał do swej jaskini samotności, wsunął na nogi pierwsze lepsze dresy i nałożył czarną maskę na oczy. Kiedy znów wyszedł, Raven zdążyła się już zmyć i został sam zielonek.
– Żyjesz – stwierdził BB. Mistrz dedukcji. – Czyli się udało.
Chciał powiedzieć coś jeszcze, jednak przerwał mu w tym poważny ton głosu lidera. Bestia zastanawiał się jak on może tak szybko zmieniać nastawienie i emocje.
– Zawołaj wszystkich do salonu, chcę wam coś pokazać.
Musiało chodzić o coś grubszego od tajemnicy znikającego ciasta z piekarnika. Zielony posłusznie zaczął zwoływał członków drużyny, a Raven dreptała za nim (niechętnie), by nadać poleceniu wiarygodności.
W końcu wszyscy zebrali się w umówionym miejscu, wyrwani od obowiązków, brakowało tylko lidera. Ten jednak wszedł do salonu chwilę później, taszcząc na rękach wielkie pudło.
Postawił je z łoskotem na stoliku.
– Co to jest? Po to nas tutaj zebrałeś? – Cyborg wypowiedział na głos to, co inni mieli na końcu języka. Fakt, że Robin zaczął pracować, nikogo nie dziwił, w końcu był nieuleczalnym pracoholikiem, jednak to dość niespodziewane by dzielił się jej wynikami w ten sposób. Zwykle, gdy oświadczał, że udało mu się rozpracować plan siatki przestępczej był w trakcie posiłku i między kęsami opowiadał o szczegółach.
Raven pierwsza wzięła do ręki chude akta, leżące na wierzchu i spojrzała na pierwszą stronę. Była to kartoteka. Zdjęcie przedstawiało niezbyt przyjaźnie uśmiechniętą blondynkę, mrużącą wściekle oczy. Przedstawiało Susan.
– Robin… – zaczęła wolno. – Co to ma znaczyć?
– Ukrywałem to przed wami z różnych powodów, jednak czas by prawda ujrzała światło dzienne.
Faktycznie, wydawała się nieco podejrzana. Rachel zawsze była ciekawa, skąd ma takie możliwości, czy wiedzę, ale żeby posuwać się do tego stopnia…
– Jesteś pewien tych informacji? – zapytała, chociaż wiedziała, że tak. Robin nigdy nie przedstawiał czegoś, czego nie był pewny. Przewróciła stronę. Mimo wszystko to było irracjonalne. Taka młoda osoba i tyle zbrodni…
Beast Boy wyrwał młodej Azarathce aktówkę i zaczął czytać. Pozostali siedzieli jak na szpilkach, czekając na jego reakcję. Słusznie się obawiali.
– Co ty pierdolisz?! – zerwał się z miejsca i cisnął dokumenty na podłogę. – Jakie morderstwo? Liczba ofiar 57? Jak jedna osoba mogła zabić tyle osób w jedną noc? Jaki kurwa Slade Wilson?!
Prawdopodobnie jeszcze nigdy nie widzieli Bestii tak zdenerwowanego. Jednak gdy usłyszeli to imię, sami poczuli, że naprawdę coś jest nie tak. Terra powoli sięgnęła po wypchaną teczkę, za nią Cyborg i reszta. Zapadła grobowa cisza, przerywana tylko dźwiękiem przerzucanych kartek.
Raven pociągnęła BB w dół i posadziła go z powrotem .
– To wszystko prawda? – spytał Kid Flash. Robin znów potwierdził skinieniem głowy. – Wiedziałem, że coś było z nią nie tak.
– Nie uważasz, że ojcostwo Slade’a należy poddać dyskusji? – wtrąciła się różowowłosa czarodziejka.
– Jakiej dyskusji? Masz tu fakty czarno na białym, Jinx! Tak mi się wydawało, że widziałem Susan w podobnej sytuacji, ale nigdy nie miałem okazji się upewnić, myślałem, że tylko mi się zdawało.
Wally trzymał w rękach teczkę ze szczegółowo opisaną próbą zabójstwa małej córki wpływowego biznesmena w Jump City (odniesienie do rozdziału 30). Na końcu widniało zdanie, zapisane odręcznie pochyłym pismem.
„W związku z tym incydentem, członek Młodych Tytanów, Susan, zostaje usunięta z zespołu z skutkiem natychmiastowym i nieodwracalnym.”
Terra zaglądała Westowi przez ramię i czytała opisane zdarzenie z oczami ogromnymi ze zdumienia i… strachu przed osobą, która kiedyś przyjęła ją pod swój dach.
– Ale przecież mówiłeś, że sama zrezygnowała z powodów rodzinnych – powiedziała cicho.
– Kłamałem – odpowiedział Robin bez większej skruchy. – Słuchajcie wiem, że jest wam ciężko przyjąć do wiadomości fakt, że osoba, z którą pracowaliśmy ramię w ramię okazała się szpiegiem i seryjnym skrytobójcą, ale to jest prawda. Nie pokazywałbym wam tego, gdybym nie był pewien w stu procentach.
Tytani siedzieli i spoglądali po sobie niepewnie. Nawet jeśli sami coś podejrzewali, nie mogli przewidzieć, że prawdziwa tożsamość Susan okaże się tak przytłaczająca.
– Co ze Starfire? – odezwał się Bestia. Patrzył na lidera wyzywająco, jakby chciał, by ten powiedział „prima aprilis, daliście się nabrać”. – Chcesz nam powiedzieć, że Sus jest wmieszana w jej śmierć?! A może to ona własnoręcznie ją zabiła?!
– A jeśli tak, to co? – w głosie bruneta wyraźnie było słychać wyzwanie
Beast Boy nagle poczuł, że już nie wytrzyma. Nie wiedział dokładnie, co tak bardzo wkurzyło go w tej odpowiedzi, ale w jednej chwili coś pękło i nie był w stanie już dłużej nad sobą zapanować. Może zirytowała go postawa lidera wobec sytuacji? Nie obchodziło go to. Po prostu się do niego zbliżył i mocno popchnął go na ścianę, przyszpilając go do niej. Zacisnął jedną dłoń na kołnierzyku jego bluzy, głośno przy tym warcząc.
Pozostali Tytani podnieśli się na nogi, nie bardzo wiedząc po czyjej stronie stanąć.
Robin niemalże czuł bijący od zielonego żar i jego przyspieszony oddech na swojej skórze. Dobrze wiedział, że mógł go zranić ostrzem znajdującym się w jednej z kieszeń paska. Wystarczyło by też jedno słowo, a ktoś obezwładniłby Bestię. Mimo to się nie ruszał.
Za to Garfield poczuł palce zaciskające się na jego własnym nadgarstku i ciągnące w dół, zmuszające go by rozluźnił pięść.
– Puść go, Bestia – jego umysł z opóźnieniem zarejestrował stanowczy głos Kid Flasha przy swoim boku.
– I co? – prychnął lider. – Tak po prostu mnie uderzysz? Bezbronnego?
– Nie jesteś bezbronny – wysyczał w odpowiedzi zielony.
Grayson poczuł jak uścisk dłoni na materiale jego kurtki się zacieśnia. Bestia po raz ostatni dopchnął Robina do ściany, a następnie się od niego odsunął,  posyłając mu pełne obrzydzenia spojrzenie. Następnie wszyscy usłyszeli głośny trzask zamykanych drzwi (da się trzaskać wgl automatycznymi drzwiami? takimi bez zawiasów? XD) i ciche westchnienie lidera, poprawiającego kołnierzyk.
– Na co ci to było? – zapytał Wally
– Celowo go sprowokowałem – odparł bez ogródek brunet. Brwi najszybszego nastolatka na planecie powędrowały jeszcze wyżej.
– Więc te dokumenty… – Wally nie mógł zrozumieć toku rozumowania Graysona. Po co ta szopka? Skoro zamierzał jedynie przemówić do rozsądku Bestii, mógł to zrobić w delikatniejszy i bardziej subtelny sposób.
- Są prawdziwe - zaprzeczył szybko domysłom rudzielca. – Wszystko, czego się dowiedziałem na temat Susan, jest w tych papierach. Daję wam do nich dostęp, chociaż wolałbym by wróciły do mnie całe.
Ściągnął brwi, zastanawiając się czy nic na pewno mu nie umknęło. Jakiś ważny czynnik. Trudno, najwyżej będzie musiał przepytać Bestię. Też pewnie wiedział co nieco.
– Robin?
– Nie martw się, nie zwariowałem – uśmiechnął się przepraszająco, ale szybko przybrał poważny wyraz twarzy. Nie musiał okazywać zbędnych emocji. – Chciałem jedynie, by zrozumiał, jakie obecnie są jego priorytety.

***

Powoli podszedłem do szyby, zza której było widać wnętrze pokoju, w którym się znajdowała się śpiąca kobieta.
Nie potrafię się przyzwyczaić do tego określenia. Kobieta. A przecież jeszcze niedawno droczyłaś się ze mną o miejsce na kanapie. Śmiałaś się z mojej niezdarności, gdy poślizgnąłem się na mokrym asfalcie. Byłaś uśmiechniętą nastolatką, sprawiającą wrażenie tak niewinnej, jakbyś nigdy nie widziała zła tego świata. Choć doświadczyłaś rzeczy znacznie gorszych niż ja.

Lekko zmarszczyłem brwi. Mieli rację, Susan. Nie musiałem wchodzić do środka, żeby to stwierdzić. Naprawdę wyglądasz teraz okropnie. Nie potrafiłem oderwać od ciebie wzroku. Wyglądasz teraz słabo. Tak słabo, że zacząłem wątpić, czy to aby na pewno ty. Kiedy cię taką widziałem, nie wiedziałem jak się zachować, ani jak się czuć. Spuściłem wzrok w dół. Kiedy zaczęło mi na tobie zależeć? Być może wtedy, gdy uświadomiłem sobie, że jesteśmy podobni. Oboje przez śmiech ukrywaliśmy ból. A przecież przysięgałem, że się zemszczę. Za to, co zrobiłaś Starfire. Mimo, że wiedziałem, że to wcale nie była twoja wina. Jednak ty zdecydowałaś się to wszystko zakończyć. Wciąż miałem przed oczami tamtą wiadomość od ciebie. Gdy leżałaś na mokrych kafelkach, a życiodajna krew wyciekała z ciebie z każdą sekundą, słowa które zapisałaś wgniotły mnie w ziemię .
To chyba nawet lepiej, że jeszcze się nie obudziłaś. Nie wiesz, że tu jestem. Ciekawe jak zareagujesz, kiedy przyjdzie czas na pobudkę. Jakie emocje ukażą się na twojej twarzy? Która z nich będzie dominować? Czy po twoich policzkach spłyną łzy?
Powiedz, Susan. Dlaczego wtedy zadałaś mi to pytanie?

***

- Hej, Bestia?
Nie oderwał wzroku od ekranu. Zachęcił ją by mówiła cichym „hmm?”, ale nic poza tym. Jego palce wciąż poruszały się z zadziwiającą prędkością po odpowiednich przyciskach, nie myląc się ani razu. Dziewczyna musiała zerkać ciągle z ekranu na swojego pada i na odwrót. Nie miała jeszcze wprawy, a ciągłe błądzenie oczami tam i z powrotem przyprawiało ją o ból głowy.
– Jak sądzisz, co jest po śmierci?
Zielony przerwał grę i spojrzał na nią, zaintrygowany pytaniem. Wzruszył ramionami, nie siląc się na inną odpowiedź.
– Nigdy o tym nie myślałem. A ty jak uważasz? – skierował swój wzrok na twarz blondynki, pogrążonej w zamyśleniu. Wydała mu się w tamtej chwili naprawdę ładna, chociaż nigdy się do tego nie przyznał.
Dziewczyna odchyliła głowę do tyłu.
– Według mnie po śmieci nie ma nic. Dlaczego miałbyś się przejmować dalszym życiem, skoro i tak umarłeś? – odpowiedziała. – Identycznie jest z samobójcami. Dlaczego osoby, który pragnęły zniknąć z tego świata, miałby by mieć prawo do życia w innym?
Bestia ponownie wzruszył ramionami, nie przyjmując słów Susan zbytnio do serca. Chciał już skończyć grę.

***

Patrząc na ziemię, widziałem jak od moich stóp odchodzi cień, który jakby rozlewał się po podłodze. Świecące się na korytarzu światła przenikały przez szybę, wdzierając się do twojego pokoju, pomagając aparaturze i ulicznym światłom zza okna trochę go oświetlić. Unosłem opuszczoną głowę i spojrzałem na twoje powieki z dziwnym przeczuciem w głowie. Zupełnie jakbyś zaraz miała otworzyć oczy. Ale tak się nie dzieję.
Jesteś idiotką, Susan – z tą myślą w głowie zacząłem odchodzić i coraz bardziej się od ciebie oddalać. Opuściłem szpital i skierowałem się w stronę wieży. Wiadomość od ciebie wciąż dręczyła mój zagubiony umysł.

„Idę pierwsza”

Już wtedy byłaś na to gotowa, prawda?
Na śmierć.

*~*~*

Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Zaraz powinna się pojawić notka, w której wszystko wyjaśnię. Raczej

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii 2 years later